wsiadam do autobusu
z książką czasem
z bólem mózgu częściej
z kobietą rzadko
wsiadam i nie siadam
raczej wchodzę
raczej wstępuję na chwilę
raczej tyłem jakbym mówił – za chwilę wychodzę
zdecydowanie ustawiam się w kącie
odprowadzony złym spojrzeniem luf czołgów
drewnianych i aluminiowych lasek
toreb wypchanych śmieciem
czymogłabypaniprzestaćmnietrącaćtymkrzakiemdziękuję
czołgi rywalizują o najlepsze pozycje
zza siedzeń łypią lufami
macają współpasażerów
szturchają
mnie szturchają
innych szturchają
mają prawo stare czołgi do narzekania
do rozważań o wątrobie i ogrodowej ziemi
o ogrodowej o ziemi o śmierci o zwłokach o trupach
czmógłbypanswójoddechskierowaćgdzieśpozamójwęchdziękuję
śpiewać wesołe piosenki o trupach
o chorobie płuc
pokręconych stawach
sprawnym języku
ojcowskiej miłości na falach eteru
niesłuchamtegoradiaboniesłuchamradiawogóledziękuję
siedzą
strzygą lufami
zajmują strategicznie ważne miejsca
patrzą na ciebie
patrzą na mnie
mówią wzrokiem – wysiadać
jak śmiesz spoglądać na mnie ty gnoju
ty nieważny
ty nieczysty
ty niewierny
ty nie
powtarzam wysiadać
kobieta z dzieckiem w środku
powolutku osuwa się na ziemię
mdleje nie chcąc przeszkadzać
***
to wszystko przed nami
Podczas, gdy członkowie narrativum skrzętnie przygotowują swoje teksty do publikacji, postanowiłem zamieścić tu jeden z wierszy o niczym.
Trochę odbiega to od przyjętej przez nas formuły, ale może stanowić interesujący przerywnik. Miłej lektury.
Życiowe. Generalnie to niezłe, jak na poezję, za którą niespecjalnie przepadam. Intrygująca tematyka.
Rzeczywiście życiowe. Niestety. Ludzie – niby bliscy, a tacy obcy.
Lecz czasem obcy są bliżsi niż bliscy. Ale to już temat z innej bajki. Choć podobnej.
Emocjonalny chłód, udawanie, że wszystko jest ok – przecież dzieci do szkoły chodzą, w radiu gra ‘ładna’ muzyka w sam raz do zagłuszenia samego siebie, w telewizji kolejny film – super-mega produkcja, a na święta zawsze jest czysty obrusik na stole i ciągle, co rok te same życzenia…
A Dusza krzyczy z rozpaczy, że ma dość, że nie tak ma wyglądać życie…
- mimo wszystko jeszcze wierzę w ten świat.
Lubię poezję, lubię wiersze, szczególnie te białe, wolne. Lubię wiersze, bo ludzie je piszący potrafią z niesamowitą prostotą oddać całą otaczającą rzeczywistość. Wystarczy parę skrzętnie dobranych słów – choć właśnie w tym tkwi trudność. Dobór słów. Teraz niewiele osób to potrafi. Tak mało ludzi szanuje słowa- im więcej powiedziane, im szybciej, tym ktoś się wydaje bardziej inteligentny , oczytany, bardziej drapieżny, potrafiący dać sobie radę w życiu. A tutaj taki wiersz zdawałoby się o niczym. Naprawdę świetny! Gratuluję autorowi! Na codzień poruszam się tym środkiem komunikacji i wiele dziwnych zdarzeń zaobserwowałam ( ostatnio zostałam nazwana “madonną sykstyńską”- jak ktoś wie, co to jest, to proszę o komentarz), ale sama chyba lepiej tego klimatu bym nie oddała.
P.S.
zasłyszane w autobusie:
czymogłabypanizabraćnosswojegopsabosięruszairuszaajamamchorobęlokomocyjną
dziękuję